Refleksja
Małżeństwo: między baśnią a rzeczywistością
Zawierając małżeństwo, często wyobrażamy sobie, że będzie ono statyczną budowlą — czymś, co przez lata pozostanie nienaruszone. Choć gdzieś z tyłu głowy pojawia się lęk albo obraz własnej niewystarczalności, wkraczamy na tę drogę z głębokim przekonaniem: damy radę.
Idealni ludzie istnieją jednak tylko w bajkach. Jeśli żyjesz baśnią, każda rozbieżność między tym, co widzisz tu i teraz, a wyobrażeniem w głowie wywołuje dysonans — wewnętrzne napięcie i frustrację, które wcześniej czy później trzeba rozładować.
Zazwyczaj pojawiają się wtedy dwie drogi:
Pierwsza
To, co w partnerze drażni, tłumaczysz prostym „ten typ tak ma" — wolisz milczeć i nie reagować.
Druga
Próbujesz zmienić drugą osobę, by za wszelką cenę dopasować ją do własnej narracji — Twojej bajki.
Gdy ukochana osoba pokaże się o poranku bez makijażu albo w pełni swoich codziennych przyzwyczajeń, stajesz przed wyborem. Możesz pokochać także te braki i zgrzyty, przyjmując je jako część realnej relacji — co rzadko przychodzi łatwo. Możesz też zacząć wymagać, by zawsze była „piękna", byle nic nie bolało i można było dalej cieszyć się bajką. To jednak nie buduje związku, a jedynie iluzję.
Wtedy zaczyna się swoista gra i taniec — nieustanne naginanie rzeczywistości do własnej wizji. Na dłuższą metę to wycieńczające i niemożliwe do utrzymania. Jedni ciągle zmieniają partnerów, inni próbują ich „wychować" — a mechanizm działa w obie strony.
Dopóki będziemy bronić się przed zaakceptowaniem słabości i braków drugiego człowieka, dopóty będziemy jedynie gonili króliczka…
Terapia par może być miejscem, w którym ta gra się zatrzymuje — i gdzie zamiast baśni zaczyna się prawdziwe spotkanie dwojga ludzi.